wtorek, 28 kwietnia 2015

Woda

Wczoraj naszła mnie ochota na dłuższy canicross i zmienienie trasy. W pobliżu mamy jeden park (w którym biegamy) za miastem jest drugi, ale tam jeszcze nie byłam - i po tej trasie poczekam aż nabierzemy formy. Ale skoro było gorąco (ok. 20*C) pobiegliśmy na San. Byłam tam kiedyś z kolegami, ale to było w zeszłym roku więc trochę zapomniałam jak się tam idzie. Ale nie pobłądziliśmy, był tylko jeden dłuższy postój na zapoznanie się z terenem. Oczywiście zapomniałam, ze aby dotrzeć nad rzekę trzeba iść koło obwodnicy, rudy biegł dzielnie, choć jak przejeżdżał tir czy autobus to schodził na bok.  Zdjęcia w trakcie odstresowywania ;)




Przepraszam za jakość zdjęć.






Później pobiegliśmy dalej, rody ciągną jak marzenie - równomiernie - tempo było słabe, ale trudno się dziwić przy tylu starszych rzeczach.  Wreszcie dotarliśmy na most.











Simba był bardzo zdziwiony, po pierwsze wodą, a później tym, ze jest tak wysoko.








Jeszcze kawałek mostu i dotarliśmy na miejsce, schody było dość strome, ale Simba chciała lecieć na łeb na szyję (chyba poczuł wodę). Więc trzeba było psa wrócić i poczekać aż się uspokoi.





Wreszcie zeszliśmy. Jak kazałam się mu zatrzymać w celu wydłużenia smyczy i przypięcia jej do obroży, to po długim proszeniu staną i zaczął wystawiać wodę.















 Pozwoliłam mu się zapoznać z wodą "na odległość".

















Jak schodziliśmy do wody to jak to mówię rudego szczeniak się czepił - "zrobię wszystko łącznie z miotaniem tobą na wszystkie strony tylko mnie puść. Nie chcesz mnie puścić  to skora ja chce biegać, to będziesz biegać za mną" - i oczywiście błędnie zostawiłam go w szelkach. Rudy najpierw chodził po br zebu koło rzeki, a później bez ostrzeżenia skoczył i pociągną mnie za sobą, tak że stałam po kostki w wodzie.





Na Sanie jest tak wysepka, do której Simba chciał dopłynąć, oczywiście smycz mu na to nie pozwalała, więc obraził się na wodę, szczególnie gdy nurt porwał mu patyk.








video
                                    Taka sobie rybka


video


A tu rybka bez wody ;)



Rudy mimo "wycierania i tak był mokry, ale po 20 min znowu był suchy. Więc moczenie wycieranie i tak w kółko. Nad Sanem siedzieliśmy z 2 godz.




Uchwycone przypadkiem.





Widać mniej więcej, że brudny pies to szczęśliwy pies.


Dzięki rudemu miałam ostry trening - niełatwo biega się w mokrych butach - nad rzekę jest ok. 3km. Licząc mniej więcej przebiegliśmy 3 km, a resztę przeszliśmy - Simba nie miał motywacji do ciągnięcia, a ja byłam już zmęczona.
















Taki mały parkour, przepraszam za kamerę, ale trudno iść i kręcić bez drgań.

video









Po spacerze pies jak zawsze głodny, tym razem upomniał się o nagrodę. Później Simba poszedł spać i nie wstał aż do wieczornego wyjścia, które obyło się bez atrakcji.

















I tu jeszcze pytanie do was, macie jakieś sprawdzone, trwałe (najlepiej tanie) amortyzatory dopinane do smyczy lub ewentualnie smycze z amortyzatorem ? Jak tak to proszę o podanie linka. 

poniedziałek, 27 kwietnia 2015

KONKURS

O tak, dzisiaj dzień pełen wrażeń, ale konkurs to konkurs ;p
         A więc zacznijmy od typu, fotograficzny 6p. vs  literacki 4p. - - widać, ze wygrał fotograficzny.

Jak będzie przebiegał ? 
                                                                           
Konkurs zaczyna się 1 maja, a kończy 31 maja, więc macie ponad 4 tygodnie. 
Zdjęcia max 15 min 5 (nie nie ma tak łatwo :) przesyłacie na e-maila (jest na blogu po prawej na górze).
Termin ogłoszenia wyników max 2 tygodnie (po zakończeniu konkursu napiszę, bo nie wiem ile osób weźmie udział).
Po ogłoszeniu zwycięzców dostaną oni e-maila z nagrodami - nie nie będzie ich podanych, zwycięstwo jest dla satysfakcji - na odpowiedzenie maja 1 tydzień. Później nagrody zostają rozesłane i na blogu pojawia się informacja kto wygrał i co.

Nagrody 

Nagrody są rzeczowe, robione "własnoręcznie" są różnie rzeczy z których korzysta pies i właściciel. Nie ma nagród tylko dla właściciela,
Nagrody są podane w e-mailu do zwycięzcy, a dopiero później pojawiają się na blogu - jak pisałam wygrana ma być dla satysfakcji.


Kto może wziąć udział

Wszyscy, którzy mają psa lub zrobią zdjęcia, które pasują pod temat konkursu.

Prośby

E- maila proszę zatytułować tematem konkursu
Aby na zdjęciach pojawiło się imię psa (może być jako mały podpis w rogu zdjęć)
Nie dawać zdjęć z internetu
Można dać stare zdjęcia psa (nie mogą być wszystkie)
Jeśli prowadzicie bloga napisać to (będę sprawdzać czy ktoś nie kopiował) - chodzi tu o zdjęcia, które są już upublicznione.

Dodatkowo

Na zdjęciu może być więcej niż jeden pies (prosiłabym o chociaż jedno zdjęcie z waszym psem)
Najlepiej jeśli pies nie będzie ubrany (chodzi o ubranka ozdobne)


I nareszcie temat konkursu.

Temat nie temat - ale - "PIES, WODA, ZIELEŃ" - na zdjęciu powinny być uwiecznione te trzy słowa.

Jeśli przegracie, nie martwcie się, będzie jeszcze dużo konkursów. Tych którzy byli za literackim też zachęcam do wzięcia udziału. Jeszcze jedno - w pewnym poście jest podana informacja odnośnie nagrody (jednej z wielu oczywiście )
                                                                                       
                                                                                                       A teraz powodzenia :)

piątek, 24 kwietnia 2015

Rany w boju i brak przyjaciół

Tak jak pisałam codziennie chodzimy na wybieg (a ja mam wenę więc piszę, bo nie wiem ile ona jeszcze potrwa). Wczoraj spotkaliśmy się z dogiem (Roki), niestety zaczęłam się bawić z Simbą, Roki też chciał się przyłączyć, więc przyniósł patyk. Simba raz go odgonił drugi raz, jak poszłam mu nalać wody to sam zaczepiał doga. Ale jak tamten chciał mu zabrać patyk to warczał i znowu popełniłam błąd, bo rzuciłam psom (w sumie tylko mojemu zabawkę), oba poleciały, ale rudy chapsnął (chcący albo niechcący ) doga zębami, jak próbował go odpędzić. W tym momencie cierpliwość Rokiego się skończyła i zaczęli się gryźć. Nie wyglądało to zafajnie (Simba trafił na godnego przeciwnika) - dog go przewrócił i szarpał bok - nic poważnego się jednak nie stało (ufff...).
Skończyło się na rozwalonym uchu w środku i (nie wiem skąd) krwi na zewnątrz ucha.





Po oczyszczeniu i przemyciu rany (już licząc jako wieczorny spacer) wróciliśmy na wybieg. W sumie ja nie chciałam, ale co ja tam mam do gadania, więc weszliśmy. Na szczęście obyło się bez strachu (myślę, ze mój dominant co nieco sobie w głowie poukładał :) Stwierdziłam, że nie będę go zamęczać komendami i sztuczkami, więc tylko latał bez smyczy. Wtedy przyszedł nieznany kumpel, więc się obwąchali, ale bawić się nie chcieli.






Czyżby to nie był przypadkiem hawańczyk ?













Dzisiaj też podbijaliśmy wybieg, ale jak poszliśmy za pierwszym razem był bokser, który akurat wychodził więc się tylko powąchali. Było tak gorąco, że butelka 0,5 l została opróżniona po 20 min. Rudy nie ma grubego podszerstka, a było tylko ok. 20 *C, aż strach pomyśleć co będzie, gdy zrobi się cieplej. Wracając do tematu, rudy był tak nie do życia, ze porobiłam tylko zdjęcia.

 Oczywiście profilek (rudy zawsze do pozowanych się tak ustawia)

 - Jestem taki zawąchany ... nic ode mnie nie chciej.


                                   Pyszczydło uchwycone nie wiem kiedy (pewnie przy okazji)


 Ciekawe jest to, że jak rudy włącza nos to wyłącza uszy.

   Mniej więcej widać cały wybieg, oczywiście Simba też musi być, bo jak to zdjęcie bez niego ?



 Z sukcesów sztuczkowych przemęczyliśmy aport. Czyli:


On przynosi kawałek, a ja jak chcę ten patyk, to mam do niego podejść.

A przy drugim czy trzecim rzucie patrzy tak:





To jest wyjątek, a zdarza się wtedy, kiedy wielmożny pan i władca zechce się bawić.


Po dzisiejszych upałach nadciągnęły deszczowe chmury, wiec my przed nimi szybko na wybieg i ćwiczyć pokonywanie przeszkód (bo agility tego nie można nazwać). 




To się nazywa bunt :)









                                                 Że ja mam przez to skoczyć ?


Jak wychodziliśmy z wybiegu to właśnie wchodził jakiś pies. Niby wszystko fajnie, ale nie rozumiem po co wchodzić na wybieg i nie spuszczać psa. Zauważyłam, ze ludzie traktują to jak wc dla psa, wchodzą pozwalają mu się załatwić (na smyczy), i do domu (nawet posprzątać się nie chce).

 A teraz nasz najnowsza miłość, przekonała nas nawet do butelki z miską. Uwaga... Uwaga...




Smycz regulowana !!! Smycz jest świetna, przekładam ją przez głowę i jedno ramię, a rudy jest zadowolony, bo po pierwsze ma większe pole wąchania - może dalej odejść to jest ok. 3/3,5 m. - po drugie nie każe mu iść tylko z jednej strony - bo mi złej wygodnie się trzyma smycz tylko sobie przechodzi, a linka za nim. Jak pisałam do łask wróciła butelka, którą zapinam na tą smycz i (o dziwo !) nie obija się o nogi. Smycz ma dużą regulację - można zrobić rączkę i mieć pełne 3/3.5 m (mnie się wydaje, że to jest ok. 4m. ale...) lub skrócić dociągając do karabińczyka i mieć połowę z tego. Zdradzę jeszcze, ze taka smycz (długość wybrana przez zwycięzcę, a także czy ma być regulowana czy nie) jest do wygrania w konkursie. Oczywiście nie nasza, my swojej miłości nie oddajemy, dodatkowy plus za wytrzymałość - lina wytrzymała, szarpnięcia Simby, a także służyła jako szarpak. Serio, nie ma żadnego uszczerbku.

Tak wiem rozpisałam się :p

środa, 22 kwietnia 2015

Spotkanie

Wczoraj znowu integrowaliśmy się na wybiegu, tym razem Simba zaciągną mnie tam chociaż nie było innych psów. Więc poćwiczyliśmy (czyt. przemęczyliśmy) kilka komend. Później przyszła pani z beagle (Tofik), świetnie się bawili. Zabawa polegała na utrzymaniu się na 2 łapach jak najdłużej i przewróceniu drugiego psa. Oczywiście rudy wygrywał, jak przewracał Tofika to stał nad nim i nie dawał mu wstać, chociaż tamten gryzł go po uszach. W trakcie zabawy przyszedł pan z goldenem (nie znam imienia). Tu się pochwalę wyuczonym (samodzielnie przez psa) zachowaniem - jak koło wybiegu przechodzi jakiś pies Simba nie podbiega do ogrodzenia, a jak wchodzi to nie podbiega do bramki. Dopiero jak zwierzak wejdzie łaskawie do niego podchodzi. A wracając do tematu, potwór powąchał goldena i chciał wrócić do zabawy, ale pozostałe dwa psy były sobą tak zafascynowanie, ze nie zwracały na niego uwagi, więc trzeba było poszczekać dając do zrozumienia, ze on tez tam jest.



Zdjęcie dla umilenia czytania, robione przy słabym świetle. 


Potem myślałam, że ktoś podmienił mi psa, Tofik z goldenem zaczęli do siebie warczeć, na co rudy wszedł między nich powarkując, raz szczekną i jak któryś próbował ugryźć drugiego Simba go odganiał, golden odszedł pierwszy, poszedł coś wąchać, jak tylko on odszedł pozostałe psy także zajęły się penetracją terenu. Tofik i drugi psiak nie byli do siebie zbyt przyjaźnie nastawieni, ale wystarczyło tylko warknięcie Simby - przywódcy stada - i się uspokajali idąc w dwóch różnych kierunkach. 
Po kilkunastu minutach golden poszedł i zostali sam na sam z Tofikiem więc wrócili do zabawy. Gdy łapałyśmy je były całe oślinione i brudne. Ale cóż inaczej nie byłoby zabawy. Gdy chciałam wychodzić pojawił się pan z kundlem - psem do połowy uda - więc jeszcze pobiegali, tym razem spokojnie wąchali pysk w pysk, a zabawą było uniemożliwienie dostępu drugiego to dane kępki trawy lub obsikiwanie drzewa na zmianę i kto pierwszy przestanie. Niestety zostawiłam telefon na kablu w domu więc zdjęć nie ma :(

                                               

    Na koniec pytanie do was, chcielibyście konkurs ? Jak tak to proszę napisać w komentarzu, jeśli zgłosi się przynajmniej 5 osób w następnym poście (który pojawi się do końca miesiąca najpóźniej) dostaniecie temat na konkurs (w komentarzach piszcie czy chcecie konkurs literacki czy fotograficzny).