piątek, 31 lipca 2015

A co to mi się uwidziało

Tak więc wczoraj kurier przyniósł nam magiczne pudło. Na pytanie "Dla kogo to znowu ?" padła odpowiedź zgodnie z prawdą "Do mnie". Przy rozpakowywaniu oczywiście zostało mi zarzucone kłamstwo - bo przecież są to rzeczy dla psa w ilości: dwie. Ale przepraszam bardzo, paczka była do mnie a w środku były rzeczy dla psa. Dodatkowo nie wiem o co chodzi w zdaniu "Znowu coś dla psa" - wybaczcie ale mój ograniczony mózg tego nie pojmuje. Wcześniej przez rok (no prawie) pies był "rodzinny" - czyt. ja odwalam całą robotę a rodzinka ma pieska kiedy im się zechce - miał tylko podstawowe rzeczy i czasami dostawał jakiegoś pluszaka. Po moich bataliach wreszcie stał się mój całkowicie (znowu prawie), wtedy miał tylko podstawowe rzeczy bo dwa razy mocniej zwalczaliśmy agresję i próbowałam naprawić ile się da błędy w socjalizacji. Dopiero w tym roku tak na serio zaczęłam dla psa kupować "zbędne" rzeczy. I to dostał tak na prawdę tylko zabawkę z biedronki, później paczka od Maxi zoo, crackle ball no i wczorajsza paczka. Nie wiem, jak ktoś to rozumie może mi spróbować wytłumaczyć o co chodzi. No ok, piłka to był niewypał, ale pieniążki (jak i w tym przypadku) poszły z mojej kieszeni....

 Druga sprawa (tak najpierw się wyżalę) to nasze sztuczkowanie. Do pewnego czasu całe nasze sztuczkowanie to było przez nich rozumiane jako meczenie psa. Przy każdym treningu musieli powiedzieć co o tym myślą. Teraz od ok. tygodnia cisza, myślałam że to jakby spokój przed wybuchem i kolejną batalią. Ale nie, przynajmniej tak myślę. Na spacerze po osiedlu zaczepiła mnie sąsiadka wychwalając co piesek nie umie i jaki jest mądry. Dowiedziałam się wtedy, że jak rodzinka wychodzi z koteczkiem (bo nie może przecież sam) na spacer to to pani z nimi rozmawia i czasem wspomina o "super psie". W sumie jak dla nas obrót sprawy idealny.

Agresja zdecydowanie lepiej, znaczy na psa, który się rzuca na smyczy już prawie nie reaguje - a jeśli to "wróg" to tylko powarczy i jest spokój. Tutaj według mnie póki co lepiej nie będzie, raczej mało kto puści dwa warczące na siebie psy ze smyczy, tak więc mam jeszcze nadzieję, że kastracja chodź trochę pomoże...

Spacerki - z kilka moich odpowiedzi np. na zapytaj.onet.pl na temat kolczatki miało ten sam sens - nie warto, bo nie pomaga, a pies może uodpornić się na ból i ciągnąć mimo niego. Czy tak jest ? Oczywiście, tylko taki pies jak Simba później kaszle - bo się poddusza - nie wiem, czy ktoś w to uwierzył. Ale jako dowodzik mogę powiedzieć, (a jeśli ktoś chce to dodać w kiepskiej jakości zdjęcie - tak mój aparat nie radzi sobie z fotkami z bardzo bliska ) że rudy rozwalił kolczatkę. Jak ? Wyszłam poszukać kota, który zeskoczył z parapetu, a że futrzak uwielbia rude futro to z nim zeszłam na polowanie. Strzeliła petarda (nie wiem co mają z nimi) pies pociągną i dosłownie od dziurki na, której był zapięty cały pasek poleciał. To daje do myślenia - z jaką siłą musiał i teraz i wcześniej ciągnąć pies, żeby zrobić coś takiego ?

A teraz żegnam się z wami i do napisania.

Nie no nie będę taka. Magiczne pudło:

Ah... tak minka


Pochodzi ono z zooplusa, z dostawy zadowalana jestem. W niedzielę wysłałam przelew więc u nich na koncie był w poniedziałek, a paczka przyszła w środę - jak dla mnie bomba. 

Zdjęcie bez psa to nie zdjęcie


 W środku pies znalazł kaganiec Baskerville. Oczywiście reakcja rodzinki "Kaganiec jest dla psów agresywnych" taaa a rudy to baranek. Wygląda tak:



Prezentuje się tak:

I po co jadłem te smaki



A teraz cosie dla was:

1. Może ktoś zgadnie co jest w paczce oprócz kagańca. Podpowiedź jest z kategorii "pielęgnacja" :) Kto zgadnie ?

2. Łąki + kaganiec + pies (za wszelką cenę próbujący ściągnąć z siebie to ustrojstwo - w tym przez tarzanie) = Kaganiec przeżyje czy nie przeżyje ? Jak myślicie ?

niedziela, 26 lipca 2015

JW Pet Crackle Ball

Piłkę kupiłam TU, jest to rozmiar M dla średnich psów. Miałam zamiar kupić rozmiar większą, ale stwierdziłam, że najpierw sprawdzimy się na "odpowiednim" rozmiarze.


Tak więc może mały przegląd ? Na stronie, z której kupowałam mamy wyszczególnione zalety:

  1. Fascynujące trzaskanie i strzelanie, zupełnie jak butelka po napoju, ale w bezpiecznej dla psiej paszy formie - nie zgodzę się z tym...
  2. Fajna odmiana od piszczałki - owszem.
  3. Wykonana z bezpiecznych nietoksycznych tworzyw - o ile plastik jest bezpieczny
  4. Przeznaczona dla umiarkowanych gryzaczy - w dodatku bezzębnych

Pokaż kotku co masz w środku

Zabawka składa się z "serca" czyli zwykłej plastikowej butelki i tworzywa sztucznego (guma?), które można podciągnąć (albo jest - to jest nasza pierwsza zabawka z tych "bardziej psich") pod piłkę ażurową. 

Słynne miny Simby: #56 Mogę czy mnie zabijesz ?

A jak to wygląda w praktyce ?

Może zacznijmy od początku. Szukałam zabawki wydającej dźwięki, ale nie piszczałki bo jej się rudy boi (dlaczego to nie wiem). Trafiłam właśnie na trzeszczącą piłkę, a że Simba kocha plastikowe butelki postanowiłam ją - wreszcie - zakupić. Odnosząc się do opisu:

    1. Owszem, dźwięki nakręcają psa - u nas tylko w domu. Bezpieczna forma... Nie! Po... dwóch, trzech ugryzieniach "serce" zabawki zostało doszczętnie zgniecione. Teraz w środku jest taki plastikowy naleśnik z - jak to plastik - ostrymi kawałkami. Dobra, zbytniej krzywdy psu to nie robi ale zniechęca do gryzienia + zwierzak może połknąć kawałek.
    2. Super, ale hm... na góra z 3 dni dla "normalnego" psa 
    3. To jest według mnie nieprzemyślane - jeśli pies do plastiku nie miałby dostępu, byłoby świetnie. A tak to nie dość, że rani dziąsła to jeszcze zwierzak może kawałek połknąć.
    4. Nie wyobrażam sobie psa, który tego nie pogryzie. 

A jak się trzyma ?

Oprócz środka, który poległ na samym początku to świetnie. Zewnętrzna warstwa przeszła już wiele - jest szarpana jak piłka ażurowa, pies był na niej podnoszony a tu nic. Obawiałam się, że jednak się podda,  wyglądaj jakby obie połówki były hm... sklejane - co na zdjęciach widać - ale nie. Jeszcze żyje, a to już prawie miesiąc.
Tak wygląda obecnie

Plusy i minusy:

+ Ogólny pomysł jest świetny. Ale jak dla mnie wykonanie leży...
+ Wytrzymałość warstwy zewnętrznej 

+/- Jeszcze nie wiem jak, ale można wyciągnąć plastik i mamy (pseudo?) piłkę ażurową. Ale czy to nie mija się z celem ?

- Trwałość warstwy wewnętrznej
- Plastik po kilku ugryzieniach może drapać, kaleczyć psa
- Trudno się czyści ze względu na plastik...
- Cena jest według mnie za wysoka


Dla kogo polecam ?

Dla psów bez zębnych (można się o to spierać), a także tych mających zabawkę daleko w poważaniu. W innym przypadku zostanie nam tylko możliwość ratowania szczątków...

A ty ? Podziel się opinią


*****
Mam do was pytanko związane z wyglądem bloga: Jakie archiwum, takie czy zmienić na to co wcześniej ?

sobota, 25 lipca 2015

Trzymaj !

Chcieliście to macie :) Ale najpierw może powiem co i jak. Po pierwsze mam laptopa (wreszcie), po drugie odzyskałam telefon więc, em... w następnym tygodniu jedziemy zgubić się w lesie. Po trzecie jutro będzie recenzja, po czwarte jutro składam zamówienie na (niestety nie zabawki)... i po piąte chcecie konkurs ? :) - jak tak to w komentarzach możecie pisać jaki.

A teraz: Jak nauczyć sztuczki trzymaj.

Najpierw trzeba upewnić się, że psu nie przeszkadza dotykane  okolic pyska. Później bierzemy jakiś lekki przedmiot typu: kredka, ołówek, pędzel (najlepiej żeby to nie był np. długopis bo przy początkowym gryzieniu - niektóre psy - może wylać się wkład).
Zaczynamy od pokazania, że wybrany przedmiot (u nas kredka) można brać do pyska - zaczepiałam nią psa i zachęcałam do zabawy.
Później nagradzamy za wzięcie do pyska, a następnym krokiem jest nagradzanie za nawet sekundowe trzymanie przedmiotu w pysku. (można używać klikera - tak jest nawet łatwiej)
Trzeci etap to wydłużanie czasu,  przez jaki pies trzyma dany przedmiot w pysku - można to robić różnymi sposobami np:

  • Wyznaczenie czasu - jeśli pies "perfekcyjnie" trzyma kredkę przez 2 sekundy to ustalamy czas na 3 sek. i nagradzamy gdy trzyma tyle lub dłużej - nie polecam dla psów,  które szybko się zniechęcają
  • Przytrzymywanie pyska z kredką w środku - jest to błąd, pies uczy się, że ma trzymać tylko gdy na pysku jest nasza ręka. Chyba, że wykorzystujemy ten sposób - dla opornych - ale to też nie jest trzymanie psa za pysk. Trzymaj dla opornych
  • Nasz sposób ? Jako, że pies przy nagradzaniu jedzeniem strasznie mi się nakręca, a ostatnio pracujemy prawie bez smaków - pochwałami są pieszczoty - tak więc w ciągu dnia głaskanie ograniczyłam do minimum.  I lecimy - pies bierze kredkę, głasiamy. W pewnym momencie robię przerwę - niestety tylko kilka sekund - a później głasiamy jeszcze bardziej. Czasem mamy 2 takie przerwy czasem tylko jedną, powoli wydłużamy czas i gotowe. 
Należy pamiętać aby (jeśli pies tego nie umie) wprowadzać komendę puść - jeśli widać, że pies chce wypluć przedmiot wydajemy tą komendę. Ja dodatkowo uczę - żeby efektowniej wyglądało - komendy optycznej - wyciągam rękę.
Na koniec wymieniamy kredkę na inne przedmioty. Na początek podobne (ołówki, pędzle) a później dowolne. Można teź wprowadzać dodatkowe efekty jak weź - z ziemie - połączone z trzymaj, czy trzymanie przedmiotu i chodzenie....


Jakość nie powala - robione telefonem. Nie mam pojęcia gdzie jest karta pamięci. 

piątek, 24 lipca 2015

Konkurs #2 - wyniki

Już nigdy więcej nie pomyślę, że toś mówiąc: "To był ciężki/trudny" wybór kłamie. Nawet... Dobra już nie gadam. A oto prace:


Zaczyna się kolejny dzień, weekend. Jest sobota. Ja lubię sobotę, najpiękniejsze jest to, że gdy mały człowiek wstaje o szóstej, by iść na spacer, ja sobie leżę i wołami mnie nie wyciągnie. Ale mamy sobotę, w którą śpi (próbuje spać) do godziny 9-9,30. No a jest siódma rano, więc... HAU! HAU! HAAAAUUUUU! HAU!, MOTYLEK! MOTYLEK! 800 METRÓW OD DOMU! NIEBEZPIECZEŃSTWO!!! Naiwnie myśli że chce oddać mocz, ja chronię jego życie, jego dom, a ten idzie na siku. CZEMU NIE GONI MOTYLKA?!? Dwunogi są dziwne...

Nadchodzi pora na śniadanie. Jak zwykle je parówkę, która ma mniej mięsa niż moja karma. Ciekawe czemu sam nie spróbuje tych kulek, dla psów? A z resztą, co tam, on jest jakiś dziwny, nieugięty ZŁYYY, nie daje mi nic ze stołu, w przeciwieństwie do tych większych dwunogów, które z nami mieszkają. A jak już daje, to muszę robić dziwne ruchy, takie jak: piątka, machanie łapką, warowanie, siadanie, leżenie na pleckach, obrót wokół osi własnej pionowej. Większe dwunogi są fajniejsiejsze. 

Następnie wychodzę na taki teren, jest fajny, ale strasznie denerwuje mnie ta zielona barykada, która uniemożliwia mi oddalenie się od domu. Wcześniej miałem takie sekretne przejście za płotem, ale młody się zorientował i zablokował. Czasem życie jest ciężkie. Polatam po tej działce i się położę.

Wiesz, zastanawiam się, czemu niektóre psy są takie dziwne. Weźmy takiego labradora. On potrafi ciągle przynosić patyk, lub zabawkę, ciągle i ciągle. Ale, po co? Jego człowiek wyrzuci to jeszcze raz, a on jak frajer to przyniesie, człowiek znów rzuci... Tak leżąc na działce, rozmyślam nad problemami egzystencjalnymi... W końcu wchodzi pańcia, z okrągłym obiektem, podobnym do mojej miski, tylko większym i wkłada do niego te co rosną na ziemi. Dziwne że część pomija, a część bierze? Uwielbiam z nią przebywać, czasem boję się gdy jej nie ma. Tak na marginesie, ten mój najmniejszy dwunóg, nazywa to "lękiem separacyjnym". Też mi co, se wymyślił, ja lubię być przy pani i tyle.

Teraz... O... kurka... dziwny rozciągliwy długi obiekt, i dziwny obiekt który chce nałożyć mi za łapy, tzw. "szelki norweskie". Do dziś pamiętam jak mało co agrafka nie wybiła mi się w moją szlachetną skórę. Dobra dam mu to założyć, zemszczę się. Zacznę szybko biec, jak zwykle mnie pochwali, będzie super, nagle się zatrzymam  i położę. Tej dywersyjnej akcji nauczył mnie Cezar, taki malamut, który, tak jak ja nie przepada za bieganiem. Potem znów kawałek, i siku znów kawałek i kupka. Czemu jak ja robię kupkę (o wygląda tak ), to on się na mnie patrzy? Sam nie robi? Albo robi tak bym ja nie widział. I co, ja mu nie przeszkadzam, on mi tak. Potem, tylko na kupę zerknie, mówi coś "ta karma mu służy/jest zła". Nie wiem po co, mi smakuje, to się liczy. 

Jakoś to bieganie nam przeminie, wracam piję wodę. Dwunóg wzrostu średniego, jeśli robi to co super pachnie (zwie się "mięsko") daje mi trochę surowego, dobrze, że dwunóg mały to pochwala, mówi moje soki trawienne nie ograniczyły się do pokarmu suchego i by zostawić furtkę do BARFa... O co mu z sokami chodzi, on pije "tymbarka" a ja wodę, soki są ponoć nieodpowiednie dla psów, mi i tak nie smakują...

Powtarza się to co przy śniadaniu, tylko teraz je więcej, czegoś innego. Duże człowieki coś dają, ten mały nie, lub za wyżej wymienione ruchy (piątka waruj itp.). 

Potem jeśli zjadłem dość mało mięska surowego, dostaję karmę, zwaną "Acana". Dwunogowi się znudziła, zakupił mi inne, boję się myśleć jakie mi zakupił. Choć w sumie mogą być smaczne. Zjadam te kulki, idę spać. Po godzince ruszamy na spacer bez smyczy, młody bierze "aparat" (tak wygląda , tyle jest większy) i robi mi zdjęcia. Nie wiem po co, robi ich średnio 150-250, potem usuwa 140-230 i pokazuje najlepsze. Czyżbym był aż tak mało fotogeniczney, że tyle usuwa . Choć te które zostały są znakomite.

Teraz znów leżę, przy oknie, jedyne, czasem przejedzie auto. Moi ludziowie siedzą przy urządzeniach zwanych "laptop" (wygląda to mniej więcej tak) i zostawiają mnie na 3 godziny. Ja im i tak towarzyszę w siedzeniu na "laptop", bo ich uwielbiam, nawet jak nie okazują mi uwagi.

Koło dziewiętnastej, dwudziestej dwunogi znów jedzą jedzenie. Ale jest coś przed tym. Dwunóg mały bierze niebieskie coś w kształcie kości, małą torebkę, która super pachnie, wyciąga z lodówki let`s bity i inne tym podobne, czasem da boscha, który pachnie jak karma dla rybek. I się zaczyna. Pamiętacie ten cyrk przed śniadaniem? Teraz idzie do pokoju, mnie wabi i to co było, rano to pikuś. Utrwalamy to, a on teraz każe mi wchodzić na jego stopy, siadać, ale z podniesionymi przednimi łapami, robić kółko wokół niego, wokół własnej osi poziomej i inne dziwne rzeczy. Oby inne psy nie miały tak jak ja. Za to, od pewnego czasu, mimo iż nie lubię treningu to... lubię trening. Wiecie jak bajerancko usłyszeć "KLIK KLIK" To super, kiedyś czekałem na jakiś sygnał od niego, teraz sam próbuję, a on to wyłapuje. Lubię ten dźwięk kliknięcia, bo po nim dostaję coś smacznego.

I ok, jedzą swoją kolację, nie mam siły żebrać, jestem tak zmęczony psychicznie. Potem idą się myć, a potem, coś co kocham... głaskanie przed TV. To takie wspaniałe, nic nie robić, tylko być głaskanym. To boskie 30 minut każdego dnia. Czasem mnie niestety pogłaszczą po ogonie. Za karę dziesięć sekund później mówią "O FUJ, KTO SIĘ TAK SPIERDZIAŁ" Ja milczę i dalej leżę i tak zapominają, ale po ogonku nie głaszczą I kto wygrywa dwunogi czy ja?

Potem idę spać i...
O NIE! Dwunóg idzie do "laptop"
Dario, chce Ci na koniec powiedzieć że, mimo iż człowiek są dziwne, chodzą na dwóch nogach (znacznie wygodniej na czterech), jedzą mało mięsa dużo innych dziwnych (myślałem myślałem że to egzotyczne mięso) warzyw, siedzą gdy wygodniej leżeć, biorą prysznic zamiast się wylizać, są bez sierści i maskują to dziwnymi szelkami całociałowymi, chcę Ci powiedzieć że i tak BARDZO ICH KOCHAM I SĄ CAŁYM MOIM ŚWIATEM!





    Dziś moja pani obudziła mnie bardzo wcześnie, dała smaczne i obfite śniadanie. No oczywiście musiała mnie wyczesać. Byłem zdziwiony dlaczego jest tak idealnie ale po chwili padły słowa „Bonus jedziemy do weterynarza”. Do WETERYNARZA! Dlaczego, ja przecież jestem zdrowy. No popatrz jak skaczę i biegam. Gdy znalazłem się w aucie zrobiło mi się niedobrze a pani powtarzała „Spokojnie już jesteśmy na miejscu”… Jeszcze chwila i bym na nią zwymiotował ale zdążyliśmy. Gdy wchodziliśmy do wielkiego białego budynku poczułem mnóstwo zapachów, jeszcze więcej było ich w środku. Jakaś niemiła pani położyła mnie na takie dziwne coś i powiedziała „Piesek powinien troszeczkę przytyć” gdy usłyszałem te słowa bardzo się ucieszyłem ale po chwili chciałem uciekać. Ta niemiła pani wyciągnęła strzykawkę i wbiła mi ją ciałko a to bardzo polało. Po tym wszystkim dostałem dużo pysznych smakołyków i polubiłem tą panią. Wyszliśmy z budynku i znowu musiałem wrócić do auta, jednak podróż była o wiele dłuższa niż tamta. Gdy wysiadłem z auta zobaczyłem dwa pieski i koleżankę mojej właścicielki. Jeden z piesków miał 7 lat a drugi tyle co ja, byłem bardzo szczęśliwy a moja właścicielka chyba też. Kilka godzin potem musiałem iść bardzo długo lecz dotarłem na miejsce a przynajmniej mówiła tak moja pani. Oczywiście ona sobie usiadła na ławce a ja miałem siedzieć na tym zielonym czymś co ludzie nazywają trawą.  Dostałem wodę i trochę jedzenia ale nic nie zjadłem bo jestem bardzo wybredny i nie lubię mokrej karmy. Ciągle chodziliśmy i chodziliśmy a jacyś ludzie ciągle mnie głaskali i coś o mnie mówili. Potem znowu jazda autem i znalazłem się w domu. Było już ciemno więc dostałem karmę i wodę a na koniec masaż łapek. Tak skończył się dzień który był bardzo ciekawy.




Drogi pamiętniku. Dziś wstałam z moją Panią Adą bardzo wcześnie. Nie
wiem ,która była godzina ,bo na zegarze się nie znam ,ale myślę ,że
tak jak to mówią ludzie ,, około piątej nad ranem ''. Szczerze nie
wiem ,dlaczego moja Pani mnie tak wcześnie obudziła. Nie byłam z tego
zadowolona . Moja przyjaciółka ,a mianowicie Pani Ada szybko ubrała
się w tak zwany przez ludzi dres i ubrała mi szelki. Byłam bardzo
zadowolona ,bo uwielbiam spacery.  Zawsze ,gdy idziemy na spacer
idziemy do lasu lub na pola. Czasem idziemy po drodze ,ale rzadko . To
wielka szkoda ,że tak rzadko ,bo to moja ulubiona strona chodzenia na
spacerek. O dziwo moja Pani Ada wzięła mnie na spacerek po drodze.
Myślałam ,że śnię ,bo w końcu o tej porze zawsze śpię ! Chodziłyśmy po
tej drodze bardzo długo . Spotkałam paru kumpli ,ale szkoda ,że byli
za płotem. Pani się nie podobało ,że tak ciągnę więc mnie puściła z
smyczy. Szalałam jak głupia,a Pani Ada stanęła i jakimś dziwnym
pudełkiem nakierowywała na mnie. Niestety spacerek się skończył.
Poszłyśmy do domu . Pani Ada wzięła jakieś trzy rzeczy podobne do
niewygodnych poduszek. Ja napiłam się wody i starałam się nie zwracać
na to uwagi. Potem moja Pani mnie zawołała ,a ja z radością podbiegłam
. Dała mi tę dziwną poduszkę . Zastanawiałam się jak się na niej
ułożyć ,ale szybko zorientowałam się ,że pięknie pachnie mięsem.
Zaczęłam ją rozszarpywać . Niestety na marne. Po rozszarpaniu tak
zwanego papieru znalazłam dwie rzeczy : następną poduszkę i zabawkę .
Postanowiłam się nie poddawać , wzięłam poduszkę i zaczęłam ją
rozszarpywać ,ponieważ pięknie pachniała. Pani nie pozwoliła mi jej
rozszarpać co mnie bardzo zdołowało . Po chwili sama otwarła tę
poduszkę i dała mi pysznego smakołyka. Był na prawdę pyszny i twardy.
Pani poszła do mojej przyjaciółki - kota Stelli i również wręczyła jej
poduszkę ,a ja w tym czasie żułam mojego smaczka . Następnie Pani
poszła dać Tekili poduszkę . Po otwartych poduszkach Pani chwilę
pobawiła się ze mną i Tekusią . Było super ,a na dodatek wzięła nas w
nasze ulubione miejsce - bagno w kamieniołomie !  Biegałyśmy tam z
Teklą jak szalone ! Do domu wróciłyśmy bardzo brudne i zmęczone. Pani
wykąpała mnie i Tekilę .  Kiedy wyschłam Pani się chwilę ze mną
pobawiła nową zabawką ,a potem zjadłam pyszną kolację i poszłam spać.
Podczas zasypiania zrozumiałam ,że ten wspaniały dzień to moje
urodziny ( w tym Stelli i Tekili ).




Eddy  -  kilka szczeków o moim świecie.
7:30-na spacerek wyczekuję
I smycz do pyszczka ujmuję
Czasem psijacieli na spacerku nawet widuję
I przywitać się próbuję
Godzina 10-paniusia rowerek wyciąga
Razem gdzieś wyruszamy
A więc samotności nie przeżywamy
12 godzina-do babci należy śmigać!
Jedzonko dostaję
I do ogrodu nura daję
Za płotem Bela mnie szpieguje
Więc pójdę tam-przecież nikt się mną teraz nie zajmuje!
Jednak pańcia się zorientowała
Nagle oświecenia dostała!
Gdy o 16 mamcia pańci wraca
Wita się ze mną
To przecież jej praca!
Do samochodu ląduję
Lubię to
Bo mnie nie denerwuje
Domek znowu witamy
I po przysmaki sięgamy
Do toru agility też zaglądamy
Godzina 20-w pola wyruszamy
Idziemy i czasu nie oszczędzamy
W domciu Wikusię na czytanie skusiło,
Więc się położę
Przecież w tym dniu było nam miło!
Oczywiście to tylko w wakacje
W dni robocze śpię dłużej
Bo pod opiekę babci ląduję.



Whisky Smith

  Ech, jak gorąco. Ten który wymyślił lato powinien zginąć. I to w męczarniach. W łóżku za ciepło, na dywanie też, a panele są twarde. Ale wytrzymałam jestem dzielna, przespałam prawie całą noc w nagrodę chcę kurzą łapkę, albo dwie. Słońce już wstało, czyli idę obudzić dwunoga, może się do czegoś przyda. Zaczynamy operację ''Husky to zło''. Mało kto wie, że najtrudniejszym wyzwaniem dla psa rano jest obudzenie swojego podopiecznego, ale można też rozbić  z tego zabawę, można zacząć wyć choć nigdy się tego nie robi, albo nagle wskoczyć na łóżko, albo chodzić w kółko dookoła, ewentualnie w bardzo trudnych przypadkach można użyć wszystkiego na raz, ale tylko dla doświadczonych. Zaczynam od tuptania, dzięki panelom moje kroki słychać w całym pokoju, a może i w domu? Idę od drzwi do łóżka i z powrotem, raz, potem drugi, może powinnam jeszcze użyć głosu? O wstaje! Wstaje oczywiście powoli, no tak przecież to nie jej zaraz pęknie pęcherz, ubiera się, wychodzimy na korytarz, ubiera mi niebieską obrożę, nie jest źle w każdym razie Zero ma gorzej, dostał różową, żaden szanujący się pies nie da sobie założyć różowej obroży, przecież żadna suczka nie niego nie spojrzy! Zapinamy smycz i idziemy na spacer jak zwykle na siku, na pół godziny oczywiście, szybciej zrobić się nie da. Krzaczek to, krzaczek tam, oooo jakaś nowa roślinka, zaznaczę, że już ją widziałam. O idzie Bart! Nie lubię typa. Chodzi bez smyczy przy nodze zawsze się odwołuje, nie chce się bawić, przychodzi się tylko przywitać. Co ci ludzie robią z tymi biednymi psami? Na całe szczęście ja wyrabiam normę. Niestety zaraz potem wracamy do domu wszystko co dobre kiedyś się kończy, gdy już stoimy przy bramie, słyszę go, szczeka piszczy, jego też nie lubię. Przechodzimy za bramę, i idziemy do kojca. I to jest właśnie nie sprawiedliwe ja siedzę w kojcu, a ten mały głupi, kundel ma dla siebie całe podwórko tylko dlatego, że nie ucieka, ja też nie uciekam! No chyba, że ktoś zostawi, otwartą, albo uchyloną bramę, albo gdzieś w ogrodzeniu jest dziura, no ale to przecież jest jawna prowokacja! O i jeszcze idzie z nim na spacer, tak proszę bardzo zostaw mnie! Na pewno spacer z młodym będzie dłuży, lepszy o tak proszę bardzo, jak chcesz. Słyszysz! Ej ja też chcę iść , hej jeszcze ja no! Wyję, nawet prawie szczeknęłam, a tu nic, nie ma ich już. Dobra, jeszcze będziecie coś chcieli. Siadam pod drzewem, tu też jest ciepło. Koszmar. 
  Leżę w kojcu, jest strasznie, wiatr nie wieje mrożony kong jest za trudny, kostki lodu się skończyły i nic ciekawego się nie dzieje, jedyne co mi pozostało to oglądać co robi Zero, a on nie jest ciekawy. Dorwał pluszaka, który piszczy, to strasznie irytujący dźwięk, a on na niego szczeka i gryzie, totalne głupota. Nie szło wziąć inteligentniejszego psa? albo nie brać wcale, jeden pies całkowicie wystarczy, ach ci ludzie. O rozgryzł zabawkę i wyciąga z niej watę, jak ta dziwna kobieta, która czasem da mi coś do jedzenia jak właścicielka nie patrzy, albo pogłaszcze i powie, że mam ładniejszą sierść i jestem lepszym psem od Zera przyjedzie to będzie zła. Zawsze jest na młodego zła. Nagle czuję coś mokrego na nosie, podnoszę łeb, a z nieba lecą miliony kropelek. Siadam i rozkoszuję się mokrym wybawieniem. 
  O idzie Ola! Idzie powoli, to też jest irytujące czemu ci ludzie idą tak wolno? Na dwóch łapach idzie się wolniej, ale maja jeszcze dwie, tam wyżej, mogliby pomyśleć i użyć czterech. Tak się chwalą, że są super inteligentni, a tu proszę! No wokońcu otwiera bramkę, a ja idelnie wymijam ją i wybiegam na podwórko. Perfekcja w każdym calu. Dokładnie omijam każdą kałużę. I co z tego, że jestem cała mokra? Białe łapki szybko się brudzą. Kątem oka widzę Zera, biegnie w moją stronę, a ja uciekam. Nigdy mi się to nie znudzi. Biegnę po całym podwórku perfekcyjnie omijając przeszkody, dokładnie o minmetry, a Zero, który zawsze ma nadzieję, że mnie dogoni z impetem na nie wpada. Z domu wychodzi Ola, normalnie bym to zignorowała, ale nie tym razem. W dłoni trzyma, szelki. Szelki i amortyzator. Jak to? Przecież nie biegamy od 56 dni. Od 1344 godzin. Niewzruszona moim pytającym spojrzeniem zakłada mi szelki, i przypina smycz, zakłada obroże Zeru, idziemy do furtki otwieramy ją, spokojnie tuptam obok choć adrenalina zdążyła obiec całe moje ciało. Nagle słyszę moją ukochaną komendę i świat przestaje dla mnie istnieć. Biegnę przed siebie, dobrze znaną mi trasą. Pod opuszkami łap czuję mokry piasek, a na grzbiecie delikatne krople deszczu. Całkowicie tracę kontakt z rzeczywistością, nie odpowiadam na zaczepki Zera, komendy i motywujący głos dociera do mnie jak przez mgłę. Nie potrzebuję tego drogę znam na pamieć, a motywacji podczas biegu mi nie brakuje. Wbiegamy do lasu i zwalniamy tempo, muszę ostrożniej stawiać łapy, żeby ich nie pokaleczyć, Czuję bicie własnego serca, świst powietrza u szach. Kocham to uczucie. Wbiegamy pod górę, niby jest to najgorszy moment, ale to właśnie wtedy czuję się potrzebna, odczuwam jak zwala tempo, amortyzator się napręża i czuję większe obciążenie, mino tego biegnę do przodu i wiem, że pokonanie górki to moja zasługa. Nie zwracam uwagi, na staw, ani na ptaki które zawsze przyciągają moją uwagę. Liczą się dla mnie tylko kilometry. Pokonujemy ostatnie metry do domu i zamiast zwalniać jeszcze bardziej katujemy organizmy i ostatkami sił zwiększamy prędkość. Wbiegamy na podwórko gdzie zatrzymujemy się i łapczywie łapiemy oddechy. Cała adrenalina mnie opuszcza i czuję, że jestem wykończona. Spokojnie daję sobie zdjąć uprząż i staję pod drzwiami domu. Po chwili przychodzi moja podopieczna i wpuszcza mnie do środka. Wlokąc się pokonuje schody wchodzę do pokoju i kładę się na dywanie. Mam nadzieję, że jutro też będziemy biegać. Przez tę przerwę uświadomiłam sobie, że bieganie i ciągnięcie, jest tym co kocham. Tym bez czego nie mogłabym żyć. I tym co chcę robić do końca życia.


Wybór był baardzo trudny ale... Oto wyniki:


1. Jaro and Tiger

2. Whisky Smith

3. Wiktoria Piszczek 

Wyróżnienie: Patrycja Zajda 




niedziela, 19 lipca 2015

Na bieżąco

No prawie. Część druga zaległości (niektórzy mogą domyślać się co to będzie ;) pojawi się najpóźniej - na to liczę - w poniedziałek. Jestem skazana na czekanie - laptop dalej nie wrócił, już mija ok. 2 tygodnie - ale może jakiś informatyk wyciągnie zdjęcia z karty pamięci. No nic, zobaczymy...
Uprzedzam, może być lekko chaotycznie. Jestem wkurzona bo ćwiczyliśmy chodzenie przy nodze bez smyczy i jakiś debil (mogę znaleźć tylko gorsze określenia) wyrzucił petardę przez okno - no ok, w sumie słyszałam, że strzelają. Wracaliśmy do domu po treningu, byliśmy pod blokiem, sąsiada kolega - wnioskuję - wychylił się przez okno i wyrzucił petardę, pytanie gdzie ? A jakżeby inaczej, zaraz za nami, dosłownie no oko metr za nami. Czy ludzie wyobraźni nie mają ? Dobrze ze ćwiczymy chodzenie bez smyczy na smyczy (o tym później) i że pies był w szoku, dzięki temu zdążyłam go złapać. A sekundę później już szamotał się piszcząc jakby go ze skóry obdzierali. /Ratujcieee chcą zabić rudego, ratunku. Nie do klatki przed siebie będzie szybciej. Do klatki ok, ale na twoją odpowiedzialność, ratujcieee/ A teraz leży w łazience, na szczęście przestał sie trząść...
Zaczęłam uczyć Simbę sztuczki "trzymaj" - piszcie czy chcecie nasz "przepis" - na pierwszej sesji szło świetnie, trzymał kredkę w siadzie, mogłam kawałek odejść, przychodził (z kredką w pysku), a teraz druga sesje kompletna klapa. Albo od razu wypluwa albo kładzie się i gryzie. Eh... tak działa pogoda. No nic będziemy próbować dalej .
Uczymy się też właśnie chodzenie przy nodze na luźnej smyczy i bez niej. Tego drugiego właśnie uczę tylko i wyłącznie puszczając linkę, żeby się za nami ciągnęła - większa kontrola - a jak idzie dobrze to skracam i tak dalej. Jak nam idzie ? Hm... gdyby Simba zrozumiał, że chodzenie przy nodze to nie po drugiej stronie chodnika dodatkowo obsikując krzaczki to byłoby świetnie. Na dzisiejszym spacerze zwiał dwa razy, a rano raz próbował, ale to przez zobaczenie psa więc jak dla mnie się nie liczy.
Co ja jeszcze miałam... A, relacje z kotem baardzo się poprawiły, pies czasem przed kotką "popisuje" się zabawkami, czasem się pogonią. Kota może już położyć się obok psa - odległość musi być jednak zachowana - a nie, przepraszam to rudy kładzie się czasem obok koty.
Jutro będę próbowała złapać weta i po pierwsze osłuchać Simbę pod względem chorób serca - oby nie, kastracji, być może - ile to kosztuje ? Ktoś wie ? - założę wreszcie książeczkę psa "na mnie" no i zapytam o badania jakie pasowałoby zrobić i cenę badań pod względem dysplazji...

Mniej więcej tak się uzębienie prezentuje 


I jak zawsze skleroza daje o sobie znać ale - najpóźniej w piątek (jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem) zamawiamy kaganiec (baskerville z zooplusa) jestem nastawiona na rozmiar 2. Jeśli ktoś miał jednak styczność z nim to jednak prosiłabym o kontakt bo nie jestem pewna - waham się między 2 a 3...

Yhy i jeszcze chciałam przypomnieć, ze dzisiaj mija termin konkursu - jeśli potrzeba to piszcie w komentarzach mogę przedłużyć termin.

wtorek, 14 lipca 2015

Zaległości cz. 1

Taa... Laptop miał być w niedzielę później w sobotę i nie ma go do dziś... Normalnie się wkurzyłam. 

Dobra, koniec użalania. Hm... zacznijmy od pierwszej przygody. Z okazji dnia psa Simba miał prawie całodzienny spacer bez szkolenia. Z tejże okazji została zamówiona także piłka., której recenzja jest w planach. Nie dość, ze przyszłą trochę później (o co nie mam pretensji) to jeszcze za namową rodzinki miała być do odbioru w paczkomacie, który rzekomo jest (był) u nas w mieście - bo przecież to złotówka taniej... Jak się okazało po paczkę trzeba było jechać a przygód to z tym było...
Najpierw trzeba było się dostać, tak więc stoimy z Simbą (a jakżeby inaczej) i machamy na busy - pierwszy pks przejechał, no ok. Naczytałam się, że takie to z psem nie biorą. Jechały jeszcze dwa busy, gdzie grzeczni kierowcy do mnie odmachiwali i tyle nikt się nie zatrzymał. Wkurzyłam się i poszłam na stację. Po godzinie czekana wreszcie podjechał bus i normalnie bez niczego wsiedliśmy. Do paczkomatu trafiliśmy bez problemu, schody zaczęły się przy próbie odbioru przesyłki. Blondynka i paczkomat to chyba nie najlepsze połączenie, wyklikałam wszystko co możliwe i nic, dobrze, ze mam przyjaciela - internet - w telefonie "zastępczym" jak się okazało ekran był dotykowy. Myślałam, że tam padnę. Po tym odbiór nie sprawiał już żadnych problemów. W drogę powrotną mieliśmy jechać busem, ale to było 10 min czekania tak więc zapytałam w pks'ie - nic bez żadnego problemu. Siedzieliśmy z przodu, bo na tyle miejsca były pozajmowane - kierowca nawet włączył klimatyzację. Najlepsze, że jak wsiadaliśmy pies nie miał haltera - po prostu zapomniałam - nic nikt nie zwrócił uwagi (oczywiście później założyłam).







Możecie napisać czy interesują was moje bazgroły... Dodawać czy nie ?

środa, 8 lipca 2015

Organizacja - Termin konkursu.

Eh... znowu krótki organizacyjny post - obiecuję, że jak do piątku laptop nie wróci to i tak napiszę co u nas. Tak więc przekładam Konkurs na 19 lipca - wtedy będzie koniec a ok. 20/21 lipca ogłoszenie wyników. Co dalej ? Jak wam się podoba wygląd bloga ? Jak coś się nie podoba to piszcie, bo na komputerze mogłam czegoś nie dopatrzeć.

niedziela, 5 lipca 2015

Pomoc

Przepraszam, że nie piszę, ale laptop jest w naprawie a na komputerze robię duuuużo błędów. Mam multum pomysłów i temetów ale nie posiadam możliwości pisania, także za wszystkie błędy przepraszam. Mam prośbę/pytanie do was - chciałabym kupić klatkę dla Simby - polecacie jakieś, jak się da to tanie. Z tym, że potrzebuje jej bardziej na wyjazdy. Chodzi mi o miejsce gdzie można psa zostawić na kilka minut bez obawy o ucieczkę.
I jeszcze jedno, zasatnawiam się nad Kagańcem tylko nie mam pojęcia jak go odpowiednio dobrać.

czwartek, 2 lipca 2015

Wybaczcie

Niestety nie będzie DIY na blogu. Powód ? Nie napiszę nic co da się zrozumieć a co dopiero wykonać - jednakże hmm... jakby wam to wynagrodzić - no nie wiem, jak macie jakieś pomysły to piszcie....