niedziela, 27 września 2015

Co się działo przez wrzesień...

Może zacznę od wyjaśnień - dlaczego tak długo nas nie było ? Otóż... tak jak pisałam coś dziwnego stało się z aparatem do tego czytnik sam z siebie przestał działać, no... i skupiłam się na męczeniu psa...
Ale za to mogę (no prawie) pochwalić się efektami tego męczenia, mianowicie: 
- opanowaliśmy ukłony w domciu, a rudemu tak się spodobały, że przy przeciąganiu zostaje kilka sekund w tej pozycji, na dworze dajemy radę choć idzie trochę gorzej.

Nikon już nie zamazuje tła :(
- Umiemy obroty. Zdecydowałam się na gest + komenda i raczej tego nie będę zmieniać, nie wydaje mi się, to sztuczka "pierwszej" potrzeby żeby pies reagował na samą komendę ;) 
- Świadomość łap. Mamy to - rudy idealnie to opanował i nieświadomie podłożyłam pod to komendę więc, strzeżcie się.





- Wreszcie naumieliśmy się ósemki. No prawie, dokładniej mówiąc Simba wie co to i jak to zrobić ale robi to niechętnie. Nie skupiałam się nad dodaniem temu dynamizmu, pewnie będzie jak prawie zawsze, po kilku tygodniach/miesiącach każę mu wykonać tą sztuczkę, a on zrobi to z chęcią. 
- Nauczyliśmy się cofać, tylko w domu, kilka kroków po prostej-krzywej ale jest. Stwierdziłam że kilka kroków w domu mi starczy, teraz tylko przenieść to na zewnątrz...
- Wskakiwanie na ręce -  dałabym sobie rękę uciąć, że Simba nie będzie lubił tej sztuczki. Nie podoba mu się bliskość człeka, takie trzymanie ogranicza mu ruchy, ale się myliłam. No prawie... Dokładniej rzecz biorąc mój pies umie przeskakiwać prze nogę podniesioną pod kątem prostym do ciała i to nam pomogło. Sztuczka została zrozumiana w 1/2 dni - u nas wystarczyło pokazać, że na jedną komendę skarze się przez nogę, a na inną na nogę. I tak zostało. U nas nie ma jak np. u Wiktorii i Reksa: rozbieg -> skok -> złapanie psa. U nas musi być po naszemu czyli: podejście do nogi -> zastanowienie się (w tym czasie człowiek musi wypowiedzieć komendę ze 3 razy - bo może się rozmyśli) -> skok na nogę -> złapanie psa. Zauważyłam, że Simbie wariant "skok na nogę" bardziej się podoba, bo przez chwilę na 2/3/4 łapy na moim udzie co dodaje mu pewności. Co nie zmienia faktu, że to umiemy.

Wszystkiego naumieliśmy się między 1-21 września. Oprócz tego mamy fajny patent na pas biodrowy:
Na pasek nerki zakładamy 2 metalowe kółeczka (odpowiednio, jedno po jednej stronie, drugie po drugiej). Do obu kółek przywiązujemy lub przyszywamy po kawałku mocnego sznurka/linki (można przyszyć cienkie taśmy nośne). Oba końce linki/sznurka/taśmy nośnej mocujemy do trzeciego metalowego kółka i gotowe.    Czy choć jedna osoba zrozumiała ?

Chociaż jakby się przyjrzeć...

Poczyniliśmy też kilka zakupów i macie wybór: chcecie czekać na recenzje i dowiadywać się po kolei co, gdzie, jak czy chcecie krótkie info o wszystkim razem ? 

Oprócz tego wybraliśmy się na spacerek z nowymi psiakami. Tutaj chciałam podziękować Fibi i Ginni za ten spacerek (ni nie z nimi ale dzięki nim). Dziewczyny odwaliły kawał dobrej roboty a z resztą co ja się będę rozpisywać. Sami zobaczcie (klik)
Na spacer dojechaliśmy do Rzeszowa. Poznaliśmy Gabę, Nikiego oraz Sammiego. Noo i poznaliśmy Rzeszowskie pola :D Spacer był super, Simba i Sammy przypadli sobie do gustu, od drugiego wejrzenia, bo przed poznaniem psów zapomniałam zdjąć kaganiec (tak, dalej walczymy z kagańcem). Po puszczeniu psiaków prawie od razu zaczęły się bawić. No prawie, bo szelciak był lekko obrażony za ofuknięcie, za to rudy zachowywał się jak gdyby nigdy nic. Ale po chwili było widać, że rude futro zostało zaakceptowane. Z tego co się dowiedziałam to tez przez "sposób zabawy" a dokładniej umiejętność wywoływania zawałów u właścicieli - pies biegnie z zawrotną prędkością  do zwierzaka na smyczy lub bez niej i zaczyna hamować w ostatnim momencie, wtedy sobie myślisz "zaraz się zderzą" - nic bardziej mylnego - rudy potrafi prawie stanąć w miejscu. Zawsze zatrzymuje się milimetry od psa lub go omija (stłuczki są gdy inny zwierz odskakuje a Simba w tamtą stronę skręca :D). Spacer według mnie był udany mimo pogody.


Niki





















Sammy


Psiarze z podkarpacia (lub mogący tu dojechać na spacerek) poszukiwani !

Oprócz tego byłam za zawodach obi w Rzeszowie. Miałam być w dwa dni byłam tylko w niedzielę na jednej klasie. W sobotę przyjechałam z psem i miałam go przetransportować do brata, ale jak się okazało od punktu odbioru futra do punktu zawodów było strasznie daleko więc odpuściłam. W niedzielę jeszcze chciałam zerknąć do TK MAXX dlatego wyszłam wcześniej. Jak się okazało oprócz kilku fajnych zabawek - nie dla nas (plastikowe "rozgałęzienie", do którego wkręca się 4 plastikowe butelki ze smakami, cuś podobnego do tego (klik) - taka kostka ale chyba nie ta firma i zwłoki "czegoś"). Ale zdjęcia są, nie wrzucam wszystkich, uprzedzam - będę mieć czyszczony komputer więc prawdopodobnie wrzucę pusty post ze zdjęciami. 










Jeszcze ostatnie co teraz od was chcę to:
1. Wrzucam zdjęcie tego co mi się porobiło na karcie pamięci. Pierwszy folder to stare zdjęcia z samsunga a pozostałe to foldery nikona - w ogóle nic z tego nie rozumiem, jakoś dniami nie są poukładane bo np. w folderze mam zdjęcia z zawodów i spacerku, w innym same zawody a w następnym spacer, domowe...



2. Może ktoś polecić frisbee dla początkujących ? Tylko jakieś nie wiem... Najlepiej nie całkowicie plastikowe bo pies mi się zniechęci i tanie (główne kryterium) bo nie wiem czy futrowi się spodoba ;)

3. W ankiecie wyraziliście chęci na posty o nauce sztuczek, nadal chcecie ? Jak tak to jaka ? Wskakiwanie na ręce, obroty, ukłony, ósemka, slalom czy po naszemu "świadomość łap" czyli wchodzenie na coraz to mniejsze przedmioty ?

4. Chciałam poinformować, że na blogu pojawi się coś czego tu być nie powinno - niech zżera was ciekawość ;p

5. No tak, wiedziałam, że o czymś zapomnę - jak chcecie Q&A to zadawajcie pytania (najlepiej na maila) - temat dowolny ;)

czwartek, 24 września 2015

"Aria, nie"

Wybaczcie, za tak dłuugą przerwę. Postaram się to jakoś nadrobić i może wam wynagrodzić...

Mały przegląd


Tytuł: "Aria, nie"
Autor: Jacek Gałuszka
Oprawa: Miękka
Ilość stron: 96
Cena: od. 11.74


Co jest w środku ?

Cała książka skupia się na eliminacji zachowań niepożądanych. Autor podaje nam na tacy wiele przykładów i pomysłów jak dany czyn zmienić lub go przekierować "natura nie znosi próżni".
Zaczynając od początku książki po wprowadzeniu (które jest już pierwszą lekcją) mamy wyjaśnione pojęcie zachowania niepożądanego.
Dalej jest kilkukartkowy rozdział na temat potrzeb psa. Bezpieczeństwo, jedzenie, spacery, sen, reprodukcja, potrzeby towarzyskie i społeczne, zabawa, trochę o wieku oraz o potrzebach ras. Autor pisze o kastracji/stylizacji jako o czymś co może pomóc a nie "pies nie będzie psem" ;) Mamy tutaj także bardzo dużo wspominania o socjalizacji, za co bym dała kolejny plus. Fajne, że przy "potrzeby psa w zależności od rasy" jest wspomniane o kundelkach, jednak dla mnie jest tego z lekka za mało....
"Kundelki zwykle należą do jednej z trzech grup:
- w typie owczarka
- w typie teriera
- w typie labradora (spaniela)"
Wszystko pięknie, ale do jakiej należy Simba ? Owczarek odpada na starcie, labek też raczej nie (patrząc na zamiłowanie do aportów i wody), a terier ? Ewentualnie ale też nie jestem przekonana... Na szczęście jest też inne mądre zdanie:
"Pamiętajmy jednak o "potencjometrach" (zgodność ze "średnią" zachowań rasy) które w każdym przypadku mogą być inaczej ustawione" 
Na koniec mamy jeszcze opis dotyczący tego, co się dzieje gdy psie potrzeby nie są zaspokojone. Jest to opisane na fajnym przykładzie, gdzie to człowiek ma się wczuć w sytuację.

Następnie mamy "sposoby eliminacji niepożądanych zachowań"
W tym rozdziale opisanych jest 10 metod "wychowawczych", ale oprócz nich masa ciekawych przykładów.
Uniemożliwianie, przekierowanie, zachowanie wykluczające, zachowanie niepożądane na komendę, negatywne wygaszenie...
Teraz trochę fajnych rzeczy wyłapanych z tekstu:
"...uniemożliwianie nie ma być karą, dlatego trzeba się upewnić, ze pies lubi kaganiec czy klatkę." Niby taki banał, ale jednak wielu ludzi (szczególnie mających pierwszego psa) zapomina o czymś takim.
Przy sposobie jakim jest ignorowanie świetnie jest to opisane a podstawie ściany :p "Przykładem idealnego ignorowania jest to, co robi ściana z betonu, gdy pies na nią skacze. Ściana nic nie robi, czyli kompletnie ignoruje takie zachowanie" 


Dalej możemy jeszcze przeczytać o zbudowaniu planu treningowego. Ale nie jakieś tam suche regułki, wszystko idealnie opisane na przykładzie skakania na gości. Mamy też opisany przykład co można robić przed przyjściem owych gości czy już wtedy gdy mają wejść do domu.

To nie wszystko, jest jeszcze opisana agresja oraz lęk separacyjny. Jeśli mam się tutaj czegoś czepić to tego, że agresja jest lepiej opisana. Przy niej mamy podane troszeczkę więcej metod. Ale za to o lęku separacyjnym dowiedziałam się więcej. Dokładniej pisząc: przy agresji raczej nie zdecydowałabym się na kliker jak w kilku przykładach, ale też niektóre sposoby znałam np. wahadło, ale ja w radach stosuję raczej "wariant" bez klikera. Z drugiego rozdziału wyniosłam więcej, może jest mniej treści, ale ja zakodowałam sobie kilka nowych metod do pracy z takim psem, które wyglądają obiecująco.

Na sam koniec mamy rady "jak znaleźć dobrego specjalistę" oraz kilka pokrzepiających słów. Oczywiście pod koniec książki jest dwustronowa tabela pomagająca rozwiązać problemy oraz fajnie poukładać myśli.



Ocena ?

Moim zdaniem książka jest przydatna. Według mnie powinien ją przeczytać każdy pracujący z psem chociażby dla tego przykładu:

"Pan Maciej jest właścicielem dużego owczarka o imieniu Max. Pies bardzo ciągnie na smyczy, a pan Maciej chciałby, aby zawsze chodziła na luźnej smyczy, wtedy spacery byłyby przyjemniejsze.
Czy ten cel jest możliwy do osiągnięcia ? Oczywiście ! Jednak nierealne jest założenie, że już po pierwszej lekcji, kiedy pan Maciej ie opanował jeszcze techniki prowadzenia psa, Max będzie się zachowywać w oczekiwany sposobów w obecności innych psów na spacerze. pan Maciej przyszedł na kolejną lekcję zniechęcony. Uważał, że cała praca idzie na marne, bo pies nadal ciągnie na smyczy. Po kolejnych kilku dniach całkiem zrezygnował z jakichkolwiek ćwiczeń, uznając, że pies jest niereformowalny i kropka.
Moja sala szkoleniowa znajduje się na piętrze 1 i 3/4 (naprawdę!). Poprosiłem pana Macieja, żeby powiedział mi, jak się tu dostał. Popatrzył na mnie jak na wariata:
- No po schodach ! Przecież to oczywiste !
- A gdybym poprosił pana o wskoczenie tutaj wprost z podwórka jednym susem ?
- Chyba pan ma nie po kolei w głowie ! - powiedział pan Maciej - Przecież tak się nie da !
- Ma pan rację - odrzekłem - Pana cel to przejście z Maxem na luźnej smyczy po mieście, gdzie   jest mnóstwo ciekawych ciekawych rzeczy rozpraszających psa - mówiłem dalej - To jest jak drugie piętro. W tej chwili jest pan na poziomie podwórka, jesli chodzi o zaawansowanie treningu. I chciałby pan jednym susem przeskoczyć z tego poziomu do celu ? Jak sam pan powiedział, tak się nie da ! ..."

Według mnie przykład idealny. Nie wiem czy wy tak macie, ale ja czasem łapie się na snuciu planów dla rudego. Ale to nie są takie plany jak "pójdziemy na spacerek" tylko gorsze typu "pies bez smyczy idzie po mieści i ma wszystko pod ogonem". Ale gdy puszczam smycz i każę Simbie iść przy nodze a na horyzoncie pojawia się pies, mojego już przy nodze nie ma - pędzi jak strzała się przywitać. W pierwszej chwili jest ludzka złość i frustracja, ale zaraz potem uświadamiam sobie, ze może za dużo wymagam ? To tak jakbyśmy... teraz bez żadnego zaplecza wygrali krajowe zawody obiedence. Po prostu się nie da... 
Macie tą książkę ? Co o niej sądzicie ?

**********

Teraz was przeproszę jeszcze raz za te nieobecności na blogu. Ale szersze wyjaśnienia będą w następnym poście - pojawi się jak zawsze, obiecuję :)

wtorek, 8 września 2015

Co dalej...

Tak wiem, że znowu nie trzymam się założeń i że teraz powinien być post o książce ale... Nie mogę w to uwierzyć ale mój aparat nie działa. W "magiczny" sposób teleportował się z mojego pokoju na stół, gdzie kota przewróciła wazon... Aparat zamoczony więc szybka akcja ratunkowa i dzisiaj oficjalnie mogę powiedzieć, że tego nie przeżył... Znaczy żyje, ale podgląd jest perfidnie zamglony więc zdjęcia pewnie też takie wyjdą. Pewnie. No tak, nie mam pewności bo w tym domu nic nie przetrwa - czytnik oczywiście został złamany - bo przechodząc koło komputera nie trzeba na nic patrzeć....
Także tragedia, posty bez zdjęć ? Nie ma mowy. No nie mam pomysłu. Chociaż... jest jedna nieodpowiadająca mi opcja ale chyba trzeba ją wykorzystać. Mianowicie używanie drugiego kompakta - czyli sprowadzenie się do zdjęć psa bez ruchu, ponieważ ten delikwent wszystko rozmazuje... Także wybaczcie za moje braki, postaram się to nadrobić...